Poznać charakter Boga

Powodem radości powracającego do domu syna musiało być również odkrycie tego, kim jest ojciec. Naszego Ojca Niebieskiego nie sposób
przyrównać do rodzica ziemskiego. Bliższe spojrzenie na tę historię przyda się szczególnie tym z nas, którzy mają zniekształcony obraz Boga na skutek złego nauczania albo też negatywnych doświadczeń. Ojciec w tej przypowieści, to ojciec – par excellence. Wypatrzył powracającego syna już z pewnej odległości. Nie było to przypadkowe spojrzenie, które zbiegło się w czasie z chwilą, kiedy w zasięgu wzroku pojawiła się postać chłopca. Ojciec wyglądał wytrwale jego powrotu od dnia, kiedy zamknęły się za nim drzwi rodzinnego domu. Przeżywał ból rozstania, lecz nie stracił nadziei, że nadejdzie ten dzień, nie zważał na to, jak długo przyszłoby mu czekać. Albowiem dobry jest Pan, łaskawość Jego trwa na wieki, a wierność Jego przez pokolenia (Ps 100,5). Mówiąc dokładniej, ojciec oczekiwał powrotu swojego krnąbrnego i samowolnego dziecka. Lecz Pan czeka, by wam okazać łaskę, i dlatego stoi, by się zlitować nad wami, bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem (Iz 30,18).

John Wimber

Któregoś dnia wieczorem, po kilku proroctwach, nastąpiła dłuższa chwila, w której ludzie płakali i wyrażali Bogu skruchę. Potem John Wimber wstał, aby zabrać głos. Zdołał jedynie przeczytać krótki tekst, kiedy dało się słyszeć czyjś śmiech. Potem zaczął się śmiać ktoś inny i jeszcze ktoś. Dalej kolejne osoby ogarniał śmiech, który wkrótce opanował całe ogromne audytorium. Jakiś potężny człowiek nieopodal nas spadł z krzesła, a inny młody mężczyzna śmiejąc się do rozpuku zaczął staczać się po schodach prowadzących na widownię. John przyglądał się temu wszystkiemu przez chwilę, a potem powiedział, że to Bóg wydaje ucztę. Poprosił na podium zespół muzyczny, który zaczął grać. Przez następną godzinę wszyscy tańczyli, śpiewali i klaskali w dłonie, jakaś dziewczyna na jednym z balkonów zaczęła fikać koziołki! Wszyscy świętowaliśmy obecność Boga pośród nas. Do celebracji tej zaprosił nas sam Bóg. On sam ją rozpoczął.

Przypowieść o synu marnotrawnym

Jakby pierścień suknia i sandały nie wystarczały, ojciec wydał na jego cześć ucztę. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się. Musiało być przy tej okazji dużo radości; uczta, podczas której była muzyka, tańce, śpiew, biesiadnicy klaskali w dłonie i wydawali okrzyki radości. Jednym słowem obraz, jakiego syn nie spodziewał się nawet w swoich najśmielszych oczekiwaniach, o jakim nie marzył w najbardziej fantastycznych snach. Widząc to wszystko, zrozumiał, co miał na myśli Dawid, który napisał w psalmie: Biadania moje zmieniłeś mi w taniec; wór mi rozwiązałeś, opasałeś mnie radością, by moje serce nie milknąc, psalm Tobie śpiewało (Ps 30,12-13). Rozpacz i biadanie zamienione zostało w uwielbienie i radość.

Boża obecność

Nie uraduje się z bliskości Boga, jeśli ^wpierw nie zostaną rozwiązane kłopoty, które nękają jej serce. Któregoś dnia, po wieczornym nabożeństwie, podeszła do mnie młoda kobieta z prośbą o modlitwę. Na jej twarzy widać było głęboki smutek. Opowiedziała mi dramatyczną historię swojego buntu wieku nastoletniego, których skutkiem było dwukrotne przerwanie ciąży. Czuła, że Bóg nigdy jej tego nie wybaczy. Przygniatało ją poczucie winy, które odbierało jej całą radość żyda. Wydawało się, że życie nie ma dla niej sensu. Próbowałam wyjaśnić, że kiedy skruszeni wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wiemy i sprawiedliwy odpuści je nam (1J 1,9), lecz słowa te nie robiły na niej żadnego wrażenia. W końcu zaproponowałam, aby zamknąwszy oczy wydągnęła przed siebie ręce. Powiedziałam, aby oczyma wyobraźni umieściła swoje grzechy na wydągniętych dłoniach. Trzymała dłonie dasno złożone, jakby niosła garść wody uważając, by jej nie wylać. Podprowadziłam ją do olbrzymiego krzyża, który wisiał na tylnej ścianie kośdoła. Powiedziałam, żeby położyła na nim dłonie wyobrażając sobie, że wraz z nimi kładzie na krzyżu swoje grzechy. Ten symboliczny gest miał ją przekonać, że jej poczude winy pozostało na krzyżu i nigdy więcej do niej nie powróci. Tam bowiem jest miejsce grzechu i winy człowieka. Przez dłuższy czas stała pod krzyżem opierając o niego dłonie. Potem, wzdychając głęboko, odsunęła je, upadła na kolana i zaczęła płakać. Długo nie przestawała szlochać, a ja modliłam się, by Bóg dał jej odczuć swoje przebaczenie i wlał w jej serce pokój. Usłyszałam przerywane
łkaniem słowa: „Dzięki Ci, Jezu. Dziękuję Ci, Jezu”. Wiedziałam, że zamieniła swoje poczucie winy na Bożą łaskę. Widok jej radości był dla mnie wspaniałym doświadczeniem.

Powrót do rodzinnego domu

W pierwszych słowach, z jakimi zwródł się do ojca, słyszymy wyznanie grzechów. Nie mówi w nich nic o swoich niezaspokojonych potrzebach. Pokazuje, że najważniejszą dlań rzeczą w tamtej chwili było przyjęde odpowiedzialnośd za swoje postępowanie. Nie starał się uniknąć bolesnej prawdy o tym, że popełnił zło. A przecież był z pewnośdą fizycznie wyczerpany i na pewno nękał go głód. Nie słyszymy jednak nic o jego fatalnym samopoczudu, nie próbował się usprawiedliwiać. Powiedział jedynie: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem (Łk 15,21). Dowiadujemy się także, że gotów był zrezygnować ze swojego synowskiego statusu w domu rodzinnym, przygotowany był na to, że stanie się jednym z najemników swego ojca (por. Łk 15,19). Pragnął się zmienić. Proces odejścia od starego życia i starych zachowań został już rozpoczęty.

Uczciwość

Prawdopodobnie przestrzegał wszystkich omówionych zasad dyscypliny wewnętrznej, za wyjątkiem jednej. Nie zdobył się na porzucenie tego, co stanowiło o jego prestiżu i wygodzie życia, tego, co było dlań źródłem przyjemności. Nie miał pewności, czy zamiana swoich posiadłości na podążanie za Jezusem przyniesie mu tyle samo sławy, czy będzie równie wygodne i przyjemne jak to, co robił dotychczas. Odszedł bardzo zasmucony, utracił bowiem przywilej przebywania w bliskości Jezusa. Kiedyś służyłam duszpasterską radą dwojgu ludziom. Najpierw jej, potem jemu. Dziewczyna obwiniała mężczyznę za to, że w ich wzajemnej relacji jest ona raczej ofiarą niż partnerem. Miała wiele argumentów. Utrzymywali ze sobą kontakty seksualne, których nie powinni byli mieć. Ona ciągle w poczuciu swojej krzywdy, nie przestawała go obwiniać, w żaden sposób nie mogła przyjąć wewnętrznego uzdrowienia. On zaś rozmawiał ze mną z ca kowicie innym nastawieniem. Za swoje postępowanie przyjął pełną odpowiedzialność, było mu wstyd z powodu swojego niemoralnego zachowania, był skruszony do łez. W przeciwieństwie do dziewczyny, doświadczył przebaczenia, mówił o emocjonalnym uzdrowieniu i wewnętrznej wolności, dzięki której mógł na powrót deszyć się bliskością Boga.

Nie lekceważ pozostałych zasad dyscypliny wewnętrznej

Aby w pełni cieszyć się z Bożej bliskości nie wystarczy jedynie stać się jak dziecko. Całe nasze życie wewnętrzne musi być zdyscyplinowane. Jakże często zajmując się posługą poradnictwa chrześcijańskiego jesteśmy świadkami zmagań z zastosowaniem omawianych zasad. Mamy przy tym świadomość, że jeśli problem ten nie zostanie rozwiązany, zainteresowana osoba nie może mieć nadziei na pełną radość i wolność w doświadczaniu bliskości Boga. Największą radość daje człowiekowi porzucenie tego, co stare, zamiana starych sposobów myślenia i zachowania na nowe. Biblijnemu bogatemu młodzieńcowi zabrakło posłuszeństwa w tym przejawie dyscypliny wewnętrznej, nie stać go było na odwagę porzucenia dla Jezusa swoich posiadłości. Jezus mu odpowiedział: „Idż, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną” (Mt 19,21).